Formuła 1 – Grand Prix Włoch – Podsumowanie

Wyjątkowy tor, wyjątkowy wyścig, wyjątkowy zwycięzca. Tak w skrócie można podsumować tegoroczne Grand Prix Włoch na torze Monza. O wyjątkowości toru można by rozprawiać godzinami, zachwycać się każdym kawałkiem wylanego nań asfaltu, a także konfiguracji. Wyjątkowość wyścigu budują natomiast kierowcy – i tak było w tym przypadku. W pierwszym akcie, Sebastian Vettel przegrał start, i gdy wydawało się, że RedBull może mieć kłopot, z szybkimi na prostych autami Ferrari, w mgnieniu oka odzyskał pozycję lidera. Od tego momentu regularnie notował szybsze przejazdy okrążenia od drugiego Fernando Alonso, aby na mecie usłyszeć hymn Niemiec. W akcie numer dwa działo się o wiele więcej… Bój o pozycję numer trzy toczyli Michael Schumacher i Lewis Hamilton. Hamilton, który przespał restart po samochodzie bezpieczeństwa, który wyjechał na tor z powodu kraksy na pierwszym wirażu. Sam Anglik musiał być zaskoczony tym obrotem sprawy, gdyż prawdopodobnie nie spodziewał się, iż którykolwiek z samochodów Mercedesa może go wyprzedzić. Ale stało się, Michael Schumacher, w jak się później okazało, w piekielnie szybkim Mercedesie ograł Hamiltona przed „Variante della Roggia”. No i zaczął się prawdziwy koszmar mistrza świata z roku 2008. Systemy KERS i DRS niewiele pomagały McLarenowi, ze względu na fakt, iż Mercedes bez użycia tych systemów po prostu był szybszy na prostych. Schumacher natomiast pokazał w tym czasie swój warsztat wyścigowy zaciekle broniąc uzyskanej pozycji. Limiter McLarena ograniczał prędkość bolidu na 330 km/h, gdzie Schumacher jeszcze kilka kilometrów był szybszy. Raz nawet udało się Hamiltonowi wyprzedzić doświadczonego Niemca (po błędzie w Parabolice) ale chwilę później, znów przed „Variante della Roggia” Schumacher objechał Hamiltona. Ta interesująca walka trwała niemal 1/3 wyścigu…do czasu aż do akcji wkroczyli sędziowie sportowi. Obrona pozycji w wykonaniu Schumachera wyglądała następująco: po wyjściu na prostą, Niemiec stopniowo zjeżdżał do wewnętrznej, tak aby na chwilę przed zakrętem wrócić na prawidłowy tor jazdy. Strategia ta pokazała prawdziwy kunszt wyścigowy i doświadczenie siedmiokrotnego mistrza świata. Sędziowie dopatrzyli się jednak łamania przepisu mówiącego o tym, że broniąc pozycji można wykonać tylko jeden manewr obronny. Upomniany Schumacher od tego momentu przed szykaną Ascariego puścił Hamiltona bez walki. Zastanawia mnie, kto u licha, przy zdrowych zmysłach, niszczy to co najpiękniejsze w wyścigach? Przyznam, że w tym roku nie było jeszcze tak pasjonującej walki między dwoma kierowcami!! Przecież wystąpiły manewry wyprzedzania podczas tej walki, o które tak bardzo zabiega szefostwo Formuły 1 ale było także coś więcej, coś co zachwycało komentatorów telewizyjnych, wspomniana wspaniała obrona pozycji.
Rozczarowaniem weekendu była kolizja Marka Webbera, po której Australijczyk podróżował przez bez przedniego skrzydła w kierunku mechaników. Niestety, pech, brak doświadczenia czy wiara w aerodynamikę RedBulla (nawet bez elementów pojazdu) spowodowała, że rozbił on auto na dojeździe do „Paraboliki”.
Rozczarowaniem jest także postawa Vitantonio Liuzziego, który tuż po starcie zniszczył wyścig mogącym walczyć o pierwszą dziesiątkę kierowcą (m.in. Nico Rosbergowi).
Ogólnie wyścig mógł się podobać nawet najbardziej wybrednym fanom tej dyscypliny. Kolejny raz klasyczny tor pokonał bezkonkurencyjnie nowoczesny obiekt wyścigowy.
piotryna

